Obserwując pracę Ojca, w jakimś sensie żyłam z problemem walki z chorobą nowotworową.
Po osobistych tragediach postanowiłam spróbować sprostać zadaniu i zaangażować się w działanie na rzecz chorych. Rozpoczęłam współpracę wolontaryjną ze Stowarzyszeniem Krakowski Komitet Zwalczania Raka, a później zostałam zatrudniona jako pełnomocnik (Prezes dr Z. Darasz), następnie dyrektor Stowarzyszenia (Prezes prof K. Karolewski). Obecnie Prezesem jest prof J. Jakubowicz.
Ojciec dowiedziawszy się o mojej pracy podkreślał „rób tak by chorzy nie czuli się osamotnieni „
Organizowane były konkursy na plakat o profilaktyce, a następnie wystawy prac w Galerii Krakowskiej I UMK.
Dla pacjentów odbywały się występy przed budynkiem Narodowego Centrum Onkologii, których mogli słuchać przez uchylone okna również Ci, którzy nie mogli opuścić sali chorych.

Oprócz czasu pandemii odwiedzaliśmy chorych w szpitalnych salach z kolędami.:
Młodzież z 20 LO
Zespół Małe Słowianki
Szkoła dla Niewidomy i Słabowidzących
Siostry Służebniczki
Zaprzyjaźnione szkoły przygotowywały kartki świąteczne z życzeniami, które wzruszały pacjentów.

W te życzenia włożone było serce !
Przekazałam je młodej kobiecie, do której wpuszczono dzieci – one wtulały się w ramiona matki nie wiedząc, że jest to pożegnanie z matką, kobieta opanowana zdająca sobie sprawę ze stanu zdrowia napawała się szczęściem spotkania. Następnego dnia jechała do Hospicjum.


Udało się zdobyć 306 przepisów, otrzymałam od lekarza namiar na osobę, która książki wydaje i zobowiązała się przygotować album do druku.
Przed świętami dowiedziałam się, iż album został wydany .
Teraz rozumiem co czuł mój Ojciec, gdy jego kolega pojechał na kongres naukowy, zaprezentował pracę Ojca i zapomniał wspomnieć kto jest autorem.
Mam nadzieję, że osoby które przekazały rękopisy otrzymają po egzemplarzu albumu oraz, że zostanie dotrzymane zobowiązanie o przeznaczeniu dochodu.
Czas pandemii to szczególne wyzwanie.
Praca w namiocie przy weryfikacji chorych. Następnie organizacja wolontariuszy szyjących maski, fartuchy czy wykonujących przyłbice.
Współpraca z przyjaciółmi z okolic Tarnowa czy Violi ze Skawiny oraz z UMK.
Dzięki wspaniałej współpracy z krakowską policją, strażą miejską, sanitariuszami z NCO
rozwoziliśmy przygotowane przez wolontariuszy dary do krakowskich Szpitali, DPSów, Hospicjów (św. Łazarza, oraz dla Dzieci) bezdomnym, urzędnikom, policji.
Jak zawsze były różne doświadczenia – życie!
Pewna kobieta chciała nam przekazać 4 szpulki stęchłych nici -z czyszczenia piwnicy, żądając wydania zaświadczenia o darze by odpisać od podatku. Nici nie przyjęliśmy, a kobieta poczuła się rozczarowana.
Pan Wojciech Dąbrowski przekazał swój stworzony dla wolontariuszy wiersz.
Byłam nagrodzona m. in. Człowiek Roku, Honoris Gratia, Dobro Wraca, Filantrop Roku.
Bez tylu wspaniałych ludzi których spotkałam na swojej stowarzyszeniowej drodze wiem iż nic nie udało by mi się zrobić.
Po rozstaniu ze Stowarzyszeniem, nakłoniona przez tych, z którymi współpracowałam, ale szczególnie przez pacjentów, czując pustkę w swoim sercu, postanowiłam utworzyć Fundację. MĄŻ, który odszedł w maju 2023 jeszcze w szpitalu zobowiązał mnie bym nie odwlekała decyzji, a imię Fundacji zadedykowała Ojcu.
Czynie to Andrzeju !!!
Pozwólcie Państwo, iż podzielę się wydarzeniami ,które szczególnie wspominam.
Występ Don Vasyla w Centrum Kongresowym.
Przed rozpoczęciem koncertu jestem pilnie proszona do holu, ktoś chce porozmawiać. Spotykam bardzo mizernie wyglądającego młodego człowieka. On dziękuję za to co Stowarzyszenie robi dla chorych, bywał na naszych wydarzeniach i chce się pożegnać, ma rozsiany nowotwór. Prosi by po koncercie machać do Niego, wzruszona kiwam ze sceny ile sił.
Wieczór, dzwoni kobieta, prosząc by zabawiać 4 latka przez telefon bajkami. Jej teściowa umiera, nie chce by mały wchodził do pokoju.
Są chwile, które reżyseruje życie.
Podczas wizyt Świąteczno-Noworocznych „Dzieci ze Szkoły dla Niewidomych i Słabowidzących” kolędując wchodzą do sali kobiet po mastektomii. Jedna z pacjentek nagle mówi,”A co wy dzieci wiecie o życiu, o chorowaniu.” Niewidomy chłopak podchodzi do niej i mówi „Pani nie wie,
z choroby się wychodzi, ze ślepoty nie.”
Kobieta rozczulona przytuliła chłopaka, a spotkana na korytarzu szpitala, gdy czekała na badania kontrolne mówi „Proszę pozdrowić kolędnika, on tak bardzo mi pomógł w myśleniu o chorobie.”
Mój wypoczynek na ławce przy pl. Sikorskiego po ciężkim dniu rozwożenia masek.
Podeszli do mnie prosząc o wsparcie na „chlebek życia” panowie. Zmęczona, złoszczę się i zaczynam moralizować, my tu myślimy skąd wziąć pieniądze na materiały, na maski. A wy tu!
Ku mojemu zaskoczeniu odchodzą, wracają po chwili z decyzją, iż utarg dnia (10zl 50gr)
przekażą na materiały. Podzieliłam się tą wzruszająca chwilą z K. Daukszewiczem, który opisał to w książce „Nareszcie w Dudapeszcie”.
Telefon od 76 letniej kobiety. Rozmowę zaczyna od przeprosin, dostała materiały od sąsiadki, by szyła maski, a ona ma artretyzm i dzwoni by przeprosić, że dużo nie uszyje. Próbuję jej przerwać, wytłumaczyć że może to zbyt ciężkie, ponad siły. Podnosi głos i zaczyna dialog…
„Bo ja od dziecka chodziłam rano do kościoła, teraz lekarz zakazał wychodzić z domu mówiąc, że Covid przy moich chorobach byłby bardzo niebezpieczny.
I ja rano wstaje, ubieram się. siadam do maszyny, szyję modląc się za chorych i za wasze działania. To jest mój kościół.”
Pani emerytka z Zielonej Góry przesłała dla wykonawców i gości wydarzenia ( Kopalnia Soli Wieliczka- występ” Piwnicy pod Baranami) pudło samodzielnie upieczonych i ozdobionych pierniczków z życzeniami dobra dla siejących Dobro.
